LOGOWANIE
Dodał:
Dnia: 2010-03-23, 20:44:00
Ocena:
8 / 10
10 / 10
10 / 10
9.3 / 10

Opady deszczu pod koniec lutego to nic dziwnego, jednak w tym roku są wyjątkowe. Oto bowiem wraz z odwilżą nadeszła produkcja, która już przed premierą została ochrzczona mianem objawienia i - zarazem - jednej wielkiej sekwencji QTE. Jak naprawdę jest z Heavy Rain i czy krok w deszcz pozwoli graczom sięgnąć chmur?
Gra została wyprodukowana przez Quantic Dreams jako tytuł ekskluzywny dla stacjonarnej konsoli Sony. Była wielokrotnie nagradzana na wielu targach, a niechętnie publikowane sceny wzbudzały zachwyt i zadumę nad osiągami PS3. Mówiono nawet, że „grafika, pozwalająca na ukazanie pryszczy i trądziku na twarzach bohaterów, jest możliwa tylko na PlayStation 3” (cytat z pamięci). Oczywiście to lekka przesada; jednak takie właśnie stwierdzenia zbudowały wokół Heavy Rain gorącą atmosferę, która umiejętnie podkręcana przez specjalistów od marketingu, osiągnęła szczyt (a może nawet szczytowanie) w dniu premiery.
Już na wiele miesięcy przed ujrzeniem światła dziennego przez dzieło Quantic Dreams, opinie na jego temat były zróżnicowane. Sam fakt, że produkcja podzieliła graczy na długo przed premierą świadczy, że jest ona nieprzeciętna, budzi spore emocje i wielkie nadzieje na odświeżenie nieco skostniałego rynku wirtualnej rozrywki. Mnie Heavy Rain kupiło już w ciągu pierwszych dwudziestu minut; patrząc tępo w ekran ładowania kolejnego rozdziału i obserwując świetnie wykonaną twarz jednego z bohaterów wiedziałem, że oto przede mną leży plastikowe pudełko, zawierające Kamień Milowy elektronicznej rozgrywki. Kamień nie pozbawiony wad, kamień na powierzchni którego można znaleźć kilka szczerb, kamień o którym można powiedzieć, że mógłby być lepszy, ale jednak - Kamień.

Produkcja zaskoczyła mnie od momentu włożenia płytki do czytnika. Podczas gdy program zapisuje część plików na dysku twardym konsoli, na ekranie wyświetla się opis, który pomoże nam zrobić origami ze specjalnego kawałka papieru znajdującego się w pudełku. Prawidłowo złożona figurka powinna być identyczna jak ta, która znajduje się na okładce. Miło, że zadbano abyśmy mieli zajęcie w ciągu tych kilku minut, kiedy gra się instaluje.
Postaram się uniknąć spoilerów, więc o fabule będę mówił jak najostrożniej. Poprzestanę jedynie na opisie wrażenia, jakie na mnie wywarła. Początek jest bardzo spokojny, aczkolwiek już w tym momencie odczujemy, że Heavy Rain jest czymś, czego do tej pory nie doświadczyliśmy, siedząc przed telewizorem. Poświęcając kilka minut na wykonanie rutynowych porannych czynności jak golenie, prysznic czy mycie zębów zapoznajemy się z mechaniką gry. Teraz wypada mi zatrzymać się i napisać przynajmniej kilka zdań o sterowaniu. W świetny sposób wykorzystano akcelerometr zamontowany w padzie. Takim przykładem niech będzie wycieranie się ręcznikiem po kąpieli. Po prostu należy operować padem z jednej strony na drugą, a bohater na ekranie telewizora porusza w tym kierunku ręcznikiem. Efekt jest świetny zwłaszcza, że animacja została zsynchronizowana z naszymi poczynaniami, więc jeżeli powoli wychylimy gałkę, to postać wolniej wykona pewne czynności. Jeżeli podejmujemy bardziej skomplikowane działania, musimy wcisnąć i przytrzymać kombinację przycisków, których symbole wyświetlają się kolejno na ekranie. Czasami trzeba się naprawdę napracować, a palce niejednokrotnie nam zesztywnieją przy takiej gimnastyce. Na szczęście, rozpoczynając swoją opowieść, Gracz ma możliwość wyboru poziomu trudności, więc mniej wyrobieni posiadacze PS3 też dadzą sobie radę. Pierwsze dwie godziny są swego rodzaju prologiem, w czasie którego poznajemy bohaterów opowieści i mamy czas na oswojenie się z nimi, polubienie ich i zaszufladkowanie. Kiedy zawiązuje się akcja właściwa, jest już w zasadzie typowo. Parafrazując Alfreda Hitchcocka: jak w każdym dobrym thrillerze, zaczyna się od trzęsienia ziemi, napięcie rośnie aby na końcu sięgnąć zenitu i zaskoczyć nas wielkim finałem. Trzeba powiedzieć to otwarcie – pomysł na fabułę Heavy Rain nie jest oryginalny. Topos maniaka, dokonującego serii morderstw według pewnego schematu, był już wielokrotnie wykorzystywany w literaturze czy filmie. Jednak nigdy w grze.

Tym, co sprawia, że ta produkcja jest wyjątkowa, są występujące w niespotykanej dotąd ilości trzy pierwiastki: dojrzałość, immersja i emocje. Ile gier do tej pory podjęło się opowiedzenia mrocznej, ciężkiej historii, przesiąkniętej rozpaczą, nie pozostawiając przy tym niedomówień, nie przemilczając trudnych scen i decydując się bolesną bezpośredniość? Z pamięci potrafię wymienić tylko dwa tytuły. Silent Hill i Condemned. Immersję, czyli mówiąc potocznie „wczucie się”, osiągnięto poprzez innowacyjne sterowanie i poprowadzenie akcji. Gra faktycznie przypomina interaktywny film, co może być zarówno wadą jak i zaletą zależnie od tego, czego oczekujecie siadając przed konsolą. Większość akcji, które odgrywana postać aktualnie wykonuje na ekranie, jest efektem naszych działań: tego czy na czas wciśniemy przycisk, bądź też co postanowimy. Dodajmy do tego, że w Heavy Rain nie można przegrać. Jeżeli nie zdążymy się uratować z opresji, lub też podejmiemy błędną decyzję, nie wczytamy po prostu ostatniego save'a; opowieść zwyczajnie będzie toczyć się dalej i poprowadzi nas do jednego z 22-óch zakończeń. Trochę jak w życiu, prawda? Każdy wybór ma swoje konsekwencje, a raz podjętego - nie sposób cofnąć. Chyba na zawsze pozostanie mi w pamięci moment, w którym pomyliłem przyciski i jedna z postaci miała z tego powodu poważne nieprzyjemności; ledwo udało mi się ją uratować. Zwyzywałem się od najgorszych i obiecałem sobie, że następnym razem będę bardziej uważał - przecież ode mnie zależy jej życie. Przytoczę tutaj jeszcze jeden przykład: pewien osobnik grozi bronią innemu w czasie, kiedy my trzymamy go na muszce. On zaczyna szaleć i krzyczeć, ogólnie rzecz biorąc jest niespełna rozumu, a sytuacja kwalifikuje się do „napiętych”. Rozmawiamy z nim, grzebiąc w opcjach, które ledwo widzimy, bo gdy nasze wirtualne alter-ego jest zdenerwowane ikony na ekranie drżą jak zwariowane, co utrudnia nam ich odczytanie. W dowolnym momencie możemy nacisnąć przycisk R1 i skończyć z szaleńcem w sposób ostateczny. Obserwując uważnie jego ruchy, cały czas zastanawiamy się gorączkowo, jak wybrnąć z tej sytuacji bez rozlewu krwi. Wystarczy go zastrzelić, jednak pociągnięcie za spust jest trudne... widzimy twarz naszej przyszłej ofiary, miotającej się w szaleństwie i nie mamy pewności czy zrobi użytek z kawałka metalu, który trzyma w dłoni. Nie zliczę nawet, ilu przeciwników zamordowałem we wszelkiego rodzaju grach. Pewnie setki tysięcy. Tutaj jednak nie potrafiłem się zmusić do zabicia jednego szaleńca, który w dodatku groził innej postaci bronią, więc miałem pełne prawo to zrobić. W końcu spanikowałem i pociągnąłem za spust bardziej ze strachu, niż po namyśle. Przez jakiś czas miałem moralnego kaca. Takich przeżyć szukałem w grach od lat i to są emocje, których Heavy Rain dostarcza wiele. Nie powiem, że produkcja Quantic Dreams spowoduje, iż będziecie „zbierać szczękę z podłogi” przez całe osiem godzin (bo tyle trwa jej przejście). Jednak z pewnością zdarzy Wam się to kilkanaście razy. Te sceny są tym, czym było kiedyś lądowanie na Omaha Beach w pierwszym Medal of Honor. Przełomem. Przykładem, jaki szkoleniowcy będą pokazywać producentom, scenarzystom, grafikom i projektantom poziomów mówiąc: „Widzicie? Chcemy, żebyście robili to samo, tylko lepiej”.
Grafika jest nierówna i klasyfikuje się jako „bardzo dobra”, pomimo pewnych niedociągnięć. Po części dlatego, że producenci nie stosowali żadnych sztuczek aby uniknąć scen, które były trudne w realizacji. Kiedy jedna z postaci zakłada spodnie zauważamy, że zniekształcają się wręcz śmiesznie ale powiedzmy sobie: ile razy do tej pory widzieliście ubierajacego się bohatera gry? Wykonanie czegoś takiego „dobrze” jest po prostu na tę chwilę nieosiągalne. Część miejsc, jakie przyjdzie nam zwiedzić jest przeciętna a z drugiej strony zdarzają się lokacje wykonane genialnie, zwłaszcza pod względem artystycznym. Niestety, nawet niewprawne oko dostrzeże techniczne niedoskonałości takie, jak niedokładne tekstury, czy zauważalne zwolnienie animacji. Bezsprzecznie należy pochwalić wykonanie modeli postaci. Zwłaszcza twarze i ich mimika robią wyjątkowe wrażenie, co cieszy szczególnie, bo dzięki temu dobrze oddano emocje. Aktorstwo i kreację bohaterów, rzecz bardzo ważną w tego typu produkcji, też zaliczam jako duży plus. Jedyne osoby, które wydały mi się zupełnie naciągane, to synowie Ethana Marsa, jednego z głównych bohaterów Heavy Rain. Twórcy gry chyba nigdy nie mieli (ani nawet nie widzieli na oczy) dzieci, bo dziesięcioletni chłopiec zachowuje się, jakby grał w Piotrusiu Panu.

Udźwiękowienie bardzo przypadło mi do gustu, choć mam wrażenie, że przydałaby się bardziej zróżnicowana muzyka; kończąc przygodę z Heavy Rain byłem w stanie przewidzieć, że kroi się np. smutna scena i równocześnie „uszyma duszy” słyszałem jaki utwór zaraz zabrzmi. Całe szczęście, że oprawa audio jest w Heavy Rain bardzo mocna, sugestywna oraz doskonale wpasowana w akcję i potęguje wrażenia płynące z gry. Niejednokrotnie słysząc motyw przewodni czułem, jak włosy stają mi dęba. Głosy wirtualnych aktorów wydały mi się zupełnie naturalne, więc i do voice-actingu nie można się przyczepić. Produkcja została w pełni spolonizowana i to z zadowalającym efektem. Istnieje również możliwość włączenia języka angielskiego i – jednocześnie – polskich napisów. Sam za pierwszym podejściem przeszedłem Heavy Rain właśnie w ten sposób i później nieco drażnił mnie dubbing.
O Heavy Rain mógłbym pisać jeszcze przez kilka dobrych godzin. Lawirując pomiędzy spoilerami, spróbowałbym przytoczyć kilka zapierających dech w piersiach scen. Rozprawiałbym o tym, w jaki sposób osiągnięto „opad szczęki” u Gracza i wrażenie uczestniczenia w filmie. Albo zadałbym kilka pytań o charakterze etycznym czy wręcz filozoficznym, jakie pojawiły się podczas mojej przygody z Heavy Rain. Jednak cierpliwość Czytelnika ma swoje granice, więc poruszę ostatnią kwestię – do kogo skierowana jest ta gra. Odpowiedź – do wszystkich dorosłych, nie tylko miłośników tego typu rozrywki. Jeżeli nie macie PS3, poproście swojego znajomego aby pozwolił wam posiedzieć jedną noc przy swojej konsoli, albo postarajcie się pożyczyć maszynkę Sony i przeżyć to wygodnie na własnej kanapie. Miejcie tylko pewność, że położyliście płytkę z Heavy Rain na tyle wysoko, że Wasze dzieci (o ile je macie) nie dosięgną do niej, bo to nie jest zabawa dla nich. Bezpardonowo ukazano tu seks, przemoc, często wręcz okrucieństwo, desperację, miłość i poświęcenie, ale aby to zrozumieć trzeba być dorosłym. I mieć dosyć rozbijania cyfrowych cegieł wirtualną glową.
Komentarze:
0 %
#1 - JayL
(1)
2010-03-23 22:15
0 %
#2 - dziku292
2010-03-23 23:35
0 %
#3 - Czarny_Wilk (Redaktor)
2010-03-24 00:04
Uwaga
Aby móc pisać komentarze, musisz być zalogowany.
WYSZUKIWARKA
znajdź grę, której szukasz
ANKIETA
... a Ty, co o tym myślisz?
Kiedy twoim zdaniem pojawi się nowa generacja konsol
Razem 24 gł.
Aby móc głosować, musisz być zalogowany.
OSTATNIO AKTYWNE
pisz co masz na myśli
05/16 Blizzard o premierze Diablo II...
04/20 Otwarta BETA Diablo III!
04/06 FILM: Relacja Zyggiego z Pyrko...
04/06 REC: Street Fighter X Tekken
02/29 CD PROJEKT zaczyna współpracę ...
02/13 ZAP: Total War Shogun 2: Zmier...
02/09 Polska wersja Anime MMO z datą...
01/16 Premiera nowej Arcanii za tydz...
01/15 ZAP: Max Payne 3
12/19 REC: Sid Meier's Civilization ...
12/07 REC: Batman: Arkham City
12/07 2GB patch do BF3 już jutro!
12/06 AVIRA na 2012 rok
12/06 Rewolucja w serii Ubisoft Excl...
12/03 REC: Saints Row 3
11/21 REC: Football Manager 2012
11/21 REC: Driver: San Francisco
11/10 REC: Uncharted 3: Drake's Dece...
11/06 REC: Off-Road Drive: Rajdy Bez...
10/27 Konkurs Darkspore #2
10/21 FILM: Gran Turismo 5 - Aktuali...
10/21 Nowe pozycje w serii eXtra Kla...
10/14 ZAP: Football Manager 2012
PREMIERY - Polska
co nadchodzi do Polski?
PREMIERY - Świat
co ogarnie naszą planetę?
NEWSLETTER
nowości prosto na Twój e-mail
Musisz być zalogowany, by móc skorzystać z tej opcji.
Ilość zapytań: 41. Strona wygenerowana w 0,027 sekundy. Copyright © GIEROmaniak 2005-2011. Wszelkie prawa zastrzeżone.