Zaproponuj newsa Zarejestruj się Zaloguj się Zaloguj z Facebook.com Odzyskaj hasło
Profil na Facebook.com Profil na Facebook.com Profil Twitch.tv
Szukanie zaawansowane

ZAPOWIEDŹ
TIPSY
PUBLICYSTYKA
PORADNIK
FILMY
Komputer osobisty
Tom Clancy's Rainbow Six Vegas
Tom Clancy's Rainbow Six Vegas box
Producent:-
Wydawca:-
Dystrybutor:-
Premiera (polska):20.06.2007
Premiera (świat):12.12.2006
Gatunek:FPS
Mam
Ukończona
Czekam
Obserwuj
Ulubione
Ocena
Redakcja
Czytelnicy
Grafika:
Dźwięk:
Grywalność:
Ogólna:

Ocena ogólna:

5

Zagłosuj
Zobacz szczegóły

Tom Clancy's Rainbow Six Vegas

Dodano dnia 05-07-2010 21:09

Recenzja

Vegas jest koronnym przykładem tego, jak niektóre gry mogą z wiekiem stracić na wartości. Dostająca oceny w okolicach 8/10, dziś jest produkcją co najwyżej średnią, w którą granie powoduje irytację równie często, co przyjemność. Brzydka, chaotyczna, nieprzemyślana – taka właśnie wydała mi się produkcja Ubi po czterech latach od premiery.
 
Oczekiwania miałem całkiem spore – mogło być inaczej, gdy wcześniej widziałem tyle pochwalnych tekstów? A Vegas można dziś dostać wraz z sequelem w całkiem znośnej cenie, więc postanowiłem spróbować. Niestety, zawiodłem się bardzo mocno, gdyż gra nie przypomina w ogóle jakościowo niczego, co wyszło ze stajni Francuzów. Pokrótce wymieniłem główne jej wady we wstępie, teraz zaś rozwinę temat. Dzieło to przede wszystkim zrywa z tradycją serii Rainbow Six – do tej pory kolejne jej odsłony były bowiem strzelankami stricte taktycznymi i wymagającymi, gdzie jeden strzał mógł nas uśmiercić, zaś życie każdego członka drużyny było na wagę złota. Przed każdą misją spędzało się wiele dziesiątek minut, jeśli nie godziny nad planem taktycznym, aby zminimalizować straty. Potem z największą ostrożnością realizowało się zamysły i tak kilka razy w kółko. Zadania za pierwszym razem zaliczało się jedynie w początkowym etapie – później wrogów było o wiele za dużo, aby bez poznania ich pozycji można było zaliczyć mapę. Ba, możliwości były tak rozbudowane, że w samej akcji nie musieliśmy brać udziału! Można było wszystko ustalić, a następnie puścić naszą morderczą maszynę w ruch i patrzeć, jak podopieczni torują sobie drogę między wrogami i odbijają zakładników. Nie będę ukrywał, że moje spotkanie z jedną z części starych R6 skończyło się mocnym szokiem. Mimo to taka rozgrywka miała wielu fanów, którzy mocno oburzyli się, gdy Vegas zerwało z tradycją, stając się zwyczajnym, choć nadal wymagającym FPS’em z lekką naleciałością taktyki.

Twór ten był przełomowy nie tylko dla serii, ale i rynku w ogóle. Jako pierwszy śmigał na Unreal Engine 3. Dziś muszę powiedzieć, że... w życiu nie zgadłbym, iż to ten silnik! Gra wygląda zwyczajnie brzydko. Tekstury są mało szczegółowe, rozmycia tylko psują cały efekt. Większość akcji rozgrywa się w tytułowym Las Vegas, a więc powinna atakować nas feeria barw, rozbłysków, świateł – wszystko jest, ale wygląda zwyczajnie biednie, o wiele gorzej, niż na screenach. Wręcz fatalne wrażenie robi panorama miasta, które wygląda jak kilka klocków, niektóre z najprostszymi teksturami, jakie mogą tylko być. Tak kiedyś wychwalane pod tym względem dzieło, dziś jest po prostu słabe graficznie. Jedynym jaśniejszym punktem są całkiem niezłe modele postaci, ale to zdecydowanie za mało.
 
W przeciwieństwie do grafiki, oprawa audio pozytywnie zaskakuje. Utwory są naprawdę dobre, użyte w odpowiednich momentach do podkreślenia wagi sytuacji. Niezłe są również głosy postaci, przynajmniej podczas walki. Dialogi z początku sprawiały wrażenie marnych, ale z czasem idzie się do nich przyzwyczaić. Co ciekawe, Cenega poszła na całość i zawarła w odzywkach multum przekleństw. Podczas wymiany ognia co chwilę słyszymy potoki wulgaryzmów. Moim zdaniem podnoszą one wrażenie realizmu i wcale zbytnio nie przeszkadzają, ale nie ma co ukrywać, iż duża część graczy jest wyczulona na zbyt „mięsny” język.

Sama rozgrywka jest dość standardowa. Lądujemy na polu walki w skórze dowódcy, zaś naszym zdaniem jest rozprawienie się z terrorystami, którzy zaatakowali Las Vegas. Gameplay przypomina częściowo starsze odsłony serii, bowiem możemy wydawać drużynie kilka rozkazów. Przede wszystkim dysponujemy dwoma trybami przemieszczania się: szturmem i infiltracją. W zależności od wyboru nasi kompani będą strzelać, gdy tylko zobaczą wroga, bądź dopiero wtedy, kiedy ten otworzy do nich ogień. Ciche działanie i skradanie opłaca się bardzo rzadko, zresztą mało kiedy w ogóle przejmowałem się, jak moi chłopcy działają. Bardziej przydatne są polecenia wydawane na bieżąco w trakcie oczyszczania terenu – przy drzwiach możemy wydać kilka rozkazów, zależnych również od trybu przemieszczania. Nasi podopieczni mogą więc zwyczajnie otworzyć drzwi i zabić wrogów, poprzedzić wejście granatem, czy wysadzić zamek, powodując dezorientację przeciwników. Przed wejściem możemy również zajrzeć do pomieszczenia za pomocą kamery światłowodowej i zaznaczyć obiekty do zlikwidowania. Osobiście jednak korzystałem z tego tylko na początku, gdyż i tak niewiele to daje przez ilość celów, jakie mamy do zdjęcia. Po wejściu zaś jedyny rozkaz, jaki możemy wydać, to przemieszczenie. Cóż, dużo tego nie jest, ale lepsze to niż nic.
 
Sama rozgrywka korzysta z modnego już wtedy systemu osłon. Jest on bardzo podobny do tego zastosowanego w Brothers in Arms: Hell’s Highway (wychylamy się za pomocą klawiszy WAD). Różnica tkwi w tym, iż jest znacznie gorszy. Przede wszystkim działa bardzo topornie – brak w nim płynności. Poza tym jest bardzo zawodny, a wrogów dookoła mamy zazwyczaj tyle, że walka nie raz prowadzi do prawdziwej frustracji. Jako błogosławieństwo potraktowałem możliwość korzystania z tarczy. Jest ona o wiele lepsza od tej Modern Warfare 2, bowiem umożliwia strzelanie zza ruchomej osłony. Dzięki temu walczyło mi się trochę przyjemniej, ale nadal nie sprawiało mi to zbyt dużej frajdy. Miło zdjąć kilku niemilców, ale gdy zaraz potem pada się od jednego strzału w plecy, wszystko inne odchodzi w zapomnienie.
To jest właśnie największa wada Vegas – gra jest strasznie wręcz irytująca. Ginie się łatwo, często od postrzału w plecy przez schowanego sprytnie przeciwnika. A checkpointy są bardzo, bardzo rzadko. Czasem przyjdzie nam stoczyć kilka wymagających walk, nim dobrniemy do punktu zapisu. Dokładnie, dobrniemy. Wraz upływem czasu produkcja daje coraz mniej przyjemności. A jak może być inaczej, gdy po piątym podejściu do obrony jakiegoś bardzo wrażliwego terminalu przed kilkoma falami wrogów, zadowoleni idziemy dalej i po minucie giniemy od strzału w tył? Żadnego punktu kontrolnego oczywiście nie było, a jakże. Po takiej akcji pełni jesteśmy frustracji. Po Ubi nie spodziewałem się popełnienia tak wielkiego błędu, jak skrajnie głupie rozmieszczenie checkpointów, co rujnuje wręcz przyjemność płynącą z rozgrywki.

Single’a ratuje jednak kooperacja. Dzięki temu trybowi nie ginie się aż tak często, a nawet jeśli – nie doprowadza to nas do irytacji, bowiem zaraz możemy grać dalej. Niestety, mi osobiście nie dane było jej zaznać – jeśli nie macie kumpla z Vegas, nie znajdziecie obecnie kompana do gry. Widziałem jedynie dwa serwery utworzone do rozgrywki w coopie, oba strzeżone hasłem. Próbowałem sam postrzelać z kolegą, ale mając premierową edycję nie mógł on jej w żaden sposób „załatać”. Ściąganie patchy z wszelkich możliwych serwerów nic nie dawało, instalacja zawsze sypała się w końcówce, a ja musiałem męczyć się z kampanią sam. Z trybów wieloosobowych mamy oczywiście również standardowy multiplayer. Jest z tym ciężko, ale nadal można znaleźć chętnych. W dobie szybkiego wchodzenia na serwer i rozgrywania kilku szybkich partii irytuje jednak to, że nie można dołączyć się do gry w czasie jej trwania – trzeba odczekać do końca. Czasem może to trwać nawet dziesięć minut, co skutecznie zniechęca do fragowania. O wiele lepiej odpalić Gears of War (jeśli chcemy się chować), Modern Warfare 2 czy Bad Company 2.
 
Jak widać, dzieło Ubisoftu nie wytrzymało próby czasu. Rozgrywka nie daje zbyt dużej przyjemności, wpadka z checkpointami skutecznie odstrasza mniej cierpliwych graczy. Nie ma tu też nic, przez co chciałoby się grać pomimo wad. Grafika jest brzydka, multi nie wciąga... Jest sens kupować obecnie Rainbow Six Vegas? Moim zdaniem nie. Może jak będzie kosztować ze 20zł, wtedy co wytrzymalsi psychicznie mogą się zdecydować na kupno. Teraz jednak nie ma to najmniejszego sensu.

Plusy

Minusy

AUTOR
Avatar użytkownika Łukasz ″JayL″ Jakubczak
Łukasz
Jakubczak
"JayL"
GALERIA GRY
REKLAMA

Created by Notimeo logo
Copyright © GIEROmaniak 2005-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona załadowała się w 20.52 ms.

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania z naszej polityki prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

x