Zaproponuj newsa Zarejestruj się Zaloguj się Zaloguj z Facebook.com Odzyskaj hasło
Profil na Facebook.com Profil na Facebook.com Profil Twitch.tv
Szukanie zaawansowane

TIPSY
PUBLICYSTYKA
PORADNIK
Komputer osobisty
Sniper: Ghost Warrior
Sniper: Ghost Warrior box
Producent:-
Wydawca:-
Dystrybutor:-
Premiera (polska):25.06.2010
Premiera (świat):25.06.2010
Gatunek:FPS
Mam
Ukończona
Czekam
Obserwuj
Ulubione
Ocena
Redakcja
Czytelnicy
Grafika:
Dźwięk:
Grywalność:
Ogólna:

Ocena ogólna:

7

Zagłosuj
Zobacz szczegóły

Sniper: Ghost Warrior

Dodano dnia 28-06-2010 14:57

Recenzja

Zapewne wiele osób wiązało z najnowszą produkcją City Interactive spore nadzieje. Na czele tej grupy stoją oczywiście twórcy, którzy po raz pierwszy chcieli wkroczyć w sektor AAA – gier z najwyższej półki. Dalej znajdują się nierozpieszczani fani snajperskiej rozgrywki – krótkie etapy z Modern Warfare nie wystarczają, aby nasycić głód headshot’ów tych graczy. Wśród wiążących ze Sniperem spore nadzieje byłem także ja, gdyż lubię zarówno się skradać, jak i wpakować komuś kulkę z dużej odległości. Czy Ghost Warrior spełnił moje oczekiwania?
 
Fabuła nie ma w tym dziele większego znaczenia. Ot, dyktator objął władzę nad pewną wysepką , my zaś wcielamy się w strzelca wyborowego armii Stanów Zjednoczonych, którego celem jest przywrócenie porządku. Historia przede wszystkim jest chaotyczna – teoretycznie daje spore pole do popisu, same pomysły są całkiem niezłe, jednak realizacja dość słaba. Miotamy się z miejsca na miejsce wykonując kolejne zadania mające osłabić reżim, ale nie da się dostrzec logicznej całości, wszystko jest jakby przypadkowe. Scenariusz próbuje być filmowy w stylu Call of Duty (liczne wybuchy, ucieczki, zwroty akcji), ale wychodzi mu to co najwyżej średnio. Na szczęście nie o to w FPS’ach chodzi, więc nie muszę od razu spisywać gry CI na straty.

Historia jest bowiem ważna, ale akurat strzelanina może się bez niej obejść. W tym gatunku najważniejsza jest grywalność. Muszę przyznać, że tej Sniperowi nie brakuje. Tak, naprawdę się udało! Mówię to z czystym sumieniem, bez żadnego przyrównywania do innych produkcji firmy, gdyż zwyczajnie w nie nie grałem, nie patrzę więc przez ich pryzmat. Ghost Warrior to solidna produkcja, przy której z przyjemnością można spędzić te kilka godzin potrzebne na ukończenie kampanii dla pojedynczego gracza, oraz następne kilkanaście podczas rozgrywek w sieci. W tym miejscu muszę jednak przyznać, że nie jestem pewien, czy wyłożyłbym z własnej kieszeni 80zł, aby pograć w twór City Interactive. Na szczęście cena w sklepach waha się w granicach 60zł, a w tym przypadku nie mam obiekcji przed poleceniem gry.
 
Mimo to zacznijmy od łyżki dziegciu. Po wielu stworzonych grach programiści studia nadal nie są zbyt mocni w swoim fachu, w przeciwieństwie do grafików (o tym później). W trakcie rozgrywki zobaczymy sporo bugów, jednak w większości są one zupełnie nieszkodliwe. Nie raz widziałem lewitującą broń, której właściciela zastrzeliłem, zacinających się na kamieniu wrogów, czy hełmy znajdujące się po postrzale nagle metr przed byłym ich posiadaczem. Irytuje też to, że podczas kucania nasz bohater bardzo lubi zacinać się na kamieniach czy deskach.  Skakać oczywiście można, ale gdy wejdziemy pod niski strop, a następnie pod naszymi nogami znajdzie się zamontowana tuż przy ziemi belka – musimy zawracać. Raz nawet wszedłem pod rusztowanie, spod którego potem nie mogłem przez to niedopracowanie wyjść! Na szczęście slotów na szybki zapis jest kilka, więc nie straciłem wiele rozgrywki.

Jak wspomniałem, zupełnie inny poziom niż programiści prezentują graficy. Sniper hula na polskim silniku Techlandu – Chrome Engine 4 – który potrafi wygenerować naprawdę piękne widoki. GW jest ładniejszy od Call of Juarez: Więzy Krwi, choć nie ma szans w starciu z Crysisem. Na dodatek gra jest genialnie wręcz zoptymalizowana, czym twórcy odkupują swe błędy popełnione przy tworzeniu rozgrywki. Uruchamianie produkcji trwa kilka sekund, tyle samo wczytywanie, zarówno przy pierwszym włączeniu, jak i po ładowaniu szybkich zapisów. Te zaś robią się tak szybko, że na początku dla pewności musiałem sprawdzić, czy stan postępów na pewno został zachowany (brakuje informacji o zapisie)! Na dodatek ani raz nie uświadczyłem żadnych zwisów czy błędów, nigdy nie chcianie nie ujrzałem pulpitu. Taka sytuacja cieszy, szczególnie że obecnie wiele większych firm zupełnie olewa sobie dopracowanie techniczne swoich dzieł.
 
Wróćmy jednak do samej rozgrywki. Jak wspomniałem, w grze pokierujemy snajperem. Gameplay polega więc w większości na skradaniu i cichym eliminowaniu przeciwników. W tym pomaga kilka wskaźników – podczas przemieszczania przede wszystkim mapa i pasek zaalarmowania. Na tej pierwszej nie są zaznaczeni wszyscy przeciwnicy, jednak tylko ci, których sami wcześniej dostrzegliśmy. Pasek zaś zapełnia się gdy tylko znajdziemy się w polu widzenia wroga. Często alarm na nic tak na prawdę nie wpływa, jednakże czasem musimy pozostać niewykryci, aby misja została zakończona powodzeniem. Niestety, szczególnie z początku zadania tego typu mogą irytować. Wynika to z faktu, iż system ukrywania się jest... delikatnie mówiąc specyficzny. Przede wszystkim dlatego, że nigdy nie jesteśmy w pełni pewni, jak zareaguje. Najgorzej sprawa ma się z chowaniem w krzakach – naszego zakamuflowanego strzelca wrogowie dostrzegają raz od razu, innym razem wcale, choć przechodzimy im tuż pod nosem. Zdaje się, jakby element ten został zwyczajnie oskryptowany, przez co działa porządnie tylko wtedy, gdy życzą sobie tego twórcy. Na szczęście kamienie i skrzynie ukryją nas zawsze. Szkoda tylko, że niemilcy nadal pozostają nadwrażliwi i widzą nas nawet wtedy, gdy my wytężając wzrok przez lunetę nie możemy nic dostrzec.

Jest to tym bardziej dziwne, że ich sztuczna inteligencja woła o pomstę do nieba. Prawie zawsze zachowują się jak Rambo, stając na środku i prując prosto w nas. Czasem zdarza im się schować za przeszkodą, ale takie zachowanie to prawdziwa rzadkość. Nie lepiej sprawa ma się z towarzyszącymi nam kilka razy towarzyszami – raz się ukryją, innym razem nie. Zdarza im się nawet trafić wroga, jednak sytuacja taka występuje dość rzadko.
 
Gdy przychodzi do wykonywania głównej części pracy snajpera – eliminowania wrogów – do akcji wkraczają kolejne „ficzery” wymyślone przez ludzi z City Interactive. Z założenia produkcja ma być dość realistyczna, więc na sam strzał wpływa wiele czynników. Przede wszystkim odległość i położenie – gdy wróg jest daleko, celujemy wyżej, chyba, że znajduje się niżej od nas. Równie ważny jest wiatr oraz puls naszego bohatera. Ten ostatni wpływa nie tylko na to, jak mocno rusza się celownik, ale również na możliwość skorzystania ze skupienia. Funkcja ta to nic innego jak swoisty bullet-time. Czas zwalnia, przeciwnik zostaje podkreślony białym kolorem, a nasz heros wstrzymuje oddech. Wygląda to fajnie i dobrze działa, znacznie pomagając w grze. A propos ułatwień, jeszcze przed premierą miały one występować jedynie na łatwym poziomie trudności. Jak widać w ostatniej chwili zmieniono zdanie, bowiem wspomniane podświetlenie oraz kropkę wskazującą, gdzie poleci kulka, zobaczymy również na normalu. Muszę przyznać, iż mimo początkowego oburzenia, w trakcie rozgrywki okazało się, że to bardzo dobre rozwiązanie. Strzelanie bez tych wspomagaczy byłoby frustrujące przez bardzo realistyczne pokazanie wpływu otoczenia na lot kuli. A jeśli ktoś się zaprze, iż pomocy nie chce – niech gra na wyższym poziomie trudności.

Jak wspominałem w zapowiedzi, twórcy zdecydowali się urozmaicić trochę rozgrywkę. Jej trzon stanowi więc krycie się w krzakach i powolne eliminowanie wrogów, ale kilka razy wcielimy się w inną postać niż główny bohater. Głównie będzie to jeden z członków oddziału szturmowego Delta 3, w którego skórze zmierzymy się z przeciwnikami w bezpośrednim starciu. Co zwróciło moją uwagę, to dość słaba celność karabinów. Często miałem wroga na środku celownika, a mimo to kule leciały nie tam, gdzie chciałem. Z kolei strzelając z biodra z bliska zazwyczaj rozrzut był mniejszy. Czyżby problem z wykrywaniem kolizji? Mimo to strzela się całkiem przyjemnie, choć osobiście w temacie przyspieszenia tempa preferowałem akcje, w których snajper z oddziałem działali razem, my zaś wcielaliśmy się właśnie w strzelca. Szybkie eliminowanie wrogów z karabinu snajperskiego wywołuje niesamowite emocje! Prócz tego raz zamienimy się rolami z naszym spotterem. Ten etap jest jednak bardzo słaby, nudny i w sumie niepotrzebny. Ot, latamy po dachach z lornetką i wskazujemy cele. Równie dobrze moglibyśmy być głównym bohaterem – niby to samo, ale zamiast zaznaczania strzelanie, więc i satysfakcja większa.
 
Osobiście największe wątpliwości miałem w kwestii multiplayer’a. Nie byłem pewien, czy znajdą się chętni do gry, w której można jedynie chować się w krzakach i czaić na innych. Co tu dużo mówić – sam się zdziwiłem, jak bardzo ten tryb jest grywalny. Lubię czasem posnajpować, acz fanem tego typu rozgrywki nie jestem. Byłem więc mocno zaskoczony, gdy przez kilka godzin zwyczajnie nie mogłem się oderwać od monitora. Mapy przygotowano całkiem zgrabnie, w końcu kamuflaż działa jak trzeba (wypatrzenie wroga stanowi małe – ale zawsze - wyzwanie). Na pochwałę zasługuje kompas, zastępujący minimapę. Nie wskazuje on dokładnej pozycji wrogów, a jedynie kierunku, w jakim należy ich szukać. Dzięki temu na polu bitwy nie panuje chaos, ale też nie jest łatwo zaliczyć fraga przez wspomniany wcześniej strój graczy. Wszystko to sprawia, że rozgrywka sieciowa jest bardzo grywalna. Niestety i tu zdarzyło się kilka niedoróbek, jak np. zacinająca się postać w deathmatchu (nie tylko ja miałem ten problem). Szkopuł w tym, iż do dyspozycji oddano nam tylko trzy tryby rozgrywki (wspomniany DM, TDM i V.I.P, gdzie punkty zdobywa tylko jeden gracz, tytułowy vip – mało kto w to gra) i kilka map, przez co dość szybko można się znudzić. Równie niewiele otrzymaliśmy broni – zaledwie trzy sztuki. Cóż, pozostaje liczyć na jakieś darmowe DLC, bowiem chętni do rozgrywki są – zawsze znajdzie się kilka serwerów, często są one niestety pełne, przez co można mieć problem z dołączeniem do gry. Jednak gdy już to się uda – nie pożałujecie. Szkoda jednak, że gra nie posiada znanego z najnowszych produkcji systemu levelowania – mógłby on bardzo podnieść grywalność.
 
Wartym wspomnienia elementem produkcji jest również świetna muzyka. Odpowiednio potęguje napięcie i ostrzega przed niebezpieczeństwem, podkreśla wagę sytuacji. Nie gorzej sprawa ma się z głosami, jednak kwestii przeciwników jest zdecydowanie zbyt mało – po pewnym czasie słyszane po raz setny słowa zaczynają irytować.

Wiele osób, szczególnie na zachodzie, podobno ocenia gry na podstawie tego, jak się zaczynają. Cóż, w tym przypadku Sniper: Ghost Warrior jest skazany na porażkę. Początek bowiem mocno irytuje i wywołuje często uśmiech politowania dla licznych niedoróbek. A szkoda, gdyż produkcja z czasem się rozkręca i staje bardzo grywalną. Kolejne headshoty podkreślane efektownym zbliżeniem dają nielichą satysfakcję, aż chce się krzyknąć – znane skądinąd – „f*** yea!”. Mimo posmaku budżetowości jest to bowiem dobry kawałek kodu, przy którym miło można spędzić kilka(naście) godzin. Daje to, co w graniu najważniejsze – frajdę. Jeśli CI pójdzie jeszcze bardziej do przodu, następne ich dzieło może stać się kolejnym polskim hitem eksportowym. I właśnie tego firmie życzę.

Plusy

Minusy

AUTOR
Avatar użytkownika Łukasz ″JayL″ Jakubczak
Łukasz
Jakubczak
"JayL"
GALERIA GRY
REKLAMA

Created by Notimeo logo
Copyright © GIEROmaniak 2005-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona załadowała się w 32.57 ms.

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania z naszej polityki prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

x