Zaproponuj newsa Zarejestruj się Zaloguj się Zaloguj z Facebook.com Odzyskaj hasło
Profil na Facebook.com Profil na Facebook.com Profil Twitch.tv
Szukanie zaawansowane

ZAPOWIEDŹ
TIPSY
PUBLICYSTYKA
PORADNIK
FILMY
AKTUALNOŚCI
Komputer osobisty
L.A. Noire
L.A. Noire box
Producent:Team Bondi
Wydawca:Rockstar Games
Dystrybutor:Cenega Poland
Premiera (polska):11.11.2011
Premiera (świat):08.12.2011
Gatunek:TPP, Przygodowe, Akcja
Mam
Ukończona
Czekam
Obserwuj
Ulubione
Ocena
Redakcja
Czytelnicy
Grafika:
Dźwięk:
Grywalność:
Ogólna:

Ocena ogólna:

9.3

Zagłosuj
Zobacz szczegóły

L.A. Noire

Dodano dnia 08-12-2011 11:51

Recenzja

Jest taka gra, którą jedni dostali i mogli się nią cieszyć, a drudzy patrzyli z zazdrością, ocierali cieknącą ślinę, patrzyli smutnymi, tęsknymi oczyma i mieli nadzieję,  że i oni dostaną. Pragnęli by Miasto Aniołów, było naprawdę anielskie, chcieli zwalczać zbrodnie, stać na straży porządku publicznego. Ich marzenia zostały spełnione. Posiadacze blaszaków również dostali możliwość nabycia swojego egzemplarza "L.A. Noire". Wszyscy rozwiązywali kryminalne zagadki, i żyli długo, i szczęśliwie.
 
Team Bondi i Rockstar zdecydowały się jakże oczywisty ruch, który jak najbardziej popieram. "L.A. Noire" ukazało się na konsolach PS3 i X360 w maju bieżącego roku. PC-towcy gryźli paznokcie w oczekiwaniu aż 6 miesięcy! Takie zagranie miało na celu zwiększenie sprzedaży hitu, jakim niewątpliwie jest recenzowany tytuł, bo wiadomo nie od dziś, że wszelkiego rodzaju piractwo, korsarstwo i kaperstwo, a także wszechobecny handel krążkowym towarem rzeszy się na rynku PC, a co gorsza, nadal ma się dobrze.
 
Wartym odnotowania jest fakt, że gra ta jest debiutem australijskiego Team Bondi, a wszyscy mniej więcej wiemy dobrze, jak takie debiuty zazwyczaj się kończą. Dostajemy tutaj połączenie przygodowej gry akcji z klimatami, a wszystko to utrzymane w klimatach filmów noir. A zatem produkcja rzuca nas do powojennego Los Angeles A.D. 1947 (wszyscy dobrze wiedzą, że USA to taki kraj, który uczestniczy w każdym konflikcie zbrojnym na skale międzynarodową, ale żadna z walk nie toczyła się na ich terenie - takie rzeczy to tylko w "Modern Warfare 2" i "Homefront"). Wcielamy się w postać zasłużonego dla ojczyzny weterana II wojny światowej, niejakiego Cole'a Phelpsa. Nasz koleżka dzielnie uczestniczył w walkach z Japończykami, a po wojnie został najzwyklejszym krawężnikiem - i w ten oto sposób dorobiłby się w Polsce podwójnej emerytury.

Cole zaczyna jako zwykły mundurowy, i zostaje oddany w nasze ręce. W trakcie naszej zabawy będziemy rozwiązywać tajemnice Miasta Aniołów i przyczyniać się do jego wspinaczki po drabince kariery. Pomiędzy misjami przewijają się wspomnienia Phelpsa z wojny, innym razem widzimy go w klubie przy szklaneczce czegoś mocniejszego obserwującego miejscową gwiazdeczkę muzyki.
 
Niektóre ze śledztw są ze sobą bardzo połączone, a finał może być nieco zaskakujący. Ot co misja to inna zabita kobieta, wsadzamy powiązanych z nimi kolesi do puszki, podczas gdy okazuje się, że mamy tu do czynienia z seryjnym mordercą, którego nie możemy zamknąć, bo ma rządowe powiązania. "L.A. Noire" ma bardzo ciężką, zawiłą, wielowątkową, niejednoznaczną i zaskakującą fabułę. Oczywiście to wszystko na plus, ponieważ jesteśmy zaskakiwani na każdym kroku.
 
Każde śledztwo, a właściwie każda lokacja, w której mamy coś do zrobienia jest podzielona na kilka etapów. Na początku przeczesujemy teren, szukamy tropów, zdobywamy dowody, przeszukujemy ciała, śmietniki, podnosimy różne dziwne rzeczy z ziemi, by potem przesłuchać ewentualnych świadków. Wtedy nasz bohater wyciąga swój notesik, ołówek i przechodzi do zadawania pytań, na otrzymaną odpowiedź może zareagować na trzy sposoby. Po pierwsze możemy uwierzyć w zeznania, możemy je także podać w wątpliwość, a nawet zarzucić ściemnianie nas w żywe oczy i udowodnić swoje oskarżenie. To czy ktoś mówi nam prawdę, nie mówi wszystkiego lub wciska kit możemy zauważyć na kilka sposobów. Przede wszystkim należy słuchać, ponadto zwracać uwagę na mimikę twarzy, gestykulacje i odruchy bezwarunkowe. Jeśli źle ocenimy sytuacje to będziemy musieli powtórzyć przesłuchanie, jeżeli nie zdobędziemy jakiegoś dowodu, nie będziemy mieli argumentu, każda poprawna reakcja z naszej strony jest punktowana, co przekłada się na zdobywane doświadczenie. Gdy nasz poziom wzrasta otrzymujemy albo nowe ubrania, albo dostęp do nowych aut, czy też punkty intuicji. Te możemy spożytkować na to, by gra wykluczyła nam w trakcie rozmowy jedną z opcji wyboru oceny odpowiedzi rozmówcy lub by wskazała położenie wszystkich dowodów w lokacji.
 
To wszystko zasługuje z jednej strony na duży plus, z drugiej na mały minus. Gra cały czas, od pierwszej do ostatniej misji prowadzi nas za rączkę, jakbyśmy brali udział po prostu w jakimś interaktywnym filmie noir. Przesłuchania możemy podzielić na dwa rodzaje. Albo podchodzimy do delikwenta, zadajemy pytania, albo musimy dogonić go i zatrzymać przemocą. I tutaj albo biegniemy za nim przez pół dzielnicy albo są to po prostu pościgi samochodowe. Niekiedy też trzeba zakasać rękawy, zacisnąć pięści i sprawić gościowi łomot zanim zechce odpowiadać. Zdarza się też używać ostrzejszych argumentów, wtedy wyciągamy gnata i rozwalamy jednego po drugi. Wszystko to jest tak proste, że aż niesamowite, naprawdę rzadko kiedy zdarzyło mi się powtarzać misję przez zgubienie ściganego lub zgon. Wrogowie podczas strzelanin nieumiejętnie chowają się za osłonami wystawiając często głowę, wtedy wystarczy tylko przycelować... "bang, i po brudzie".
 
Do dyspozycji dostajemy całe Los Angeles, wsiadamy w nasz tajniacki radiowóz i ruszamy w bój ze złem. Podczas jazdy dostajemy różne komunikaty policyjne, poprzez które mamy dostęp do sporej ilości misji pobocznych. Warto się za nie brać, by nabyć sobie skill'a i pobawić się jeszcze dłużej. Przejeżdżając obok sztandarowych budynków L.A. również dostajemy punkty doświadczenia, a także możliwość zwiedzania wnętrz. Jednak czasu na jeżdżenie jest mało, a gra mimo że jest sandboksem w stylu "GTA", to jakoś nie zachęca do swobodnego grania. Każda kolejna sprawa jest wczytywana osobno. Szkoda, bo z miejsca na miejsce jeździmy normalnie, ale gdy tylko zamkniemy śledztwo, pojawia się ekran podsumowania i wczytuje się kolejny etap. Czyli mamy tu jednak pół-sandboks.
 
Autami jeździ się nie najgorzej, jest to typowo zręcznościowy model jazdy, więc szału nie ma. Bardzo często przydaje się odpalenie syreny policyjnej, co sprawa, że niektóre auta ustępują nam miejsca na drodze. Bardzo często to wykorzystywałem, ponieważ normalna jazda kończyła się setkami stłuczek, dzwonów i zmianami pojazdów.
Wizualnie gra prezentuje się bardzo soczyście, jednak nawet na najlepszym sprzęcie i na full ustawieniach potrafi nie dość że przyciąć, to jeszcze dodatkowo, przy dużych zbliżeniach kąsa pikselami i rozmytymi teksturami. Postacie, wozy i ważniejsze budynki wyglądają jednak bardzo ładnie, choć po całokształcie widać, że konwersja nie wyszła "Noire'owi" na dobre. Co do postaci, te są bardzo ładnie zrealizowane, widać każdy gest, z mimiki twarzy możemy czytać, po prostu wyglądają jak żywe. Muzycznie jest bardzo fajnie. Nie znam się zbytnio na muzyce lat '40 i '50, ale mamy tu mnóstwo klimatycznego jazzu, bluesa i swinga, a motywy muzyczne zmieniają się wraz z rozwojem sytuacji. Inaczej grają nam gdy ścigamy kogoś pieszo, inaczej  gdy samochodem, zupełnie co innego brzmi w mrocznych zaułkach, gdzie popełniono zbrodnie, a jeszcze inaczej w neutralnych momentach. Po prostu miodzio.

W grze irytowało mnie strasznie właśnie to chrupanie grafiki, ale też długie wczytywanie gry tuż po uruchomieniu. I tak jest za każdym razem, a potem każda misja wczytuje się w mgnieniu oka. Kolejnym minusem jest to, że gra ta jest w całości po angielsku i nie ma tu nawet kinowego tłumaczenia. To spora wada, zwłaszcza że teraz 90% gier dostajemy w naszym rodzimym języku, i tylko ci, którzy znają dobrze język angielski (amerykański) będą się dobrze bawić, podczas gdy reszta przejdzie bo przejdzie.
 
"L.A. Noire" nie jest może grą wszechczasów, ale na pewno jest to produkcja, którą każdy szanujący się gracz powinien mieć na swojej półce. Mimo że gra jest w języku obcym, mimo że jesteśmy cały czas prowadzeni za rączkę, to mamy tutaj genialną fabułę, całkiem uroczą grafikę i wpadającą w ucho muzykę. Do tego wszystkiego PC-towcy dostali kompletną edycję wraz ze wszystkimi dodatkami DLC, które zostały już wydane. Co jak co, ale należy pochwalić Team Bondi i Rockstar za ten ruch. Konsolowcy mieli w co grać późną wiosną i latem, a my mamy co robić w długie jesienno-już prawie zimowe wieczory. Zwłaszcza, że produkcja ta starcza na wiele godzin wyśmienitej rozrywki.
 
Dziękujemy serwisowi Gamersgate za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji

Plusy

Minusy

AUTOR
Piotr 'Maliniak' Malinowski

Piotr "Maliniak" Malinowski

GALERIA GRY
REKLAMA

Created by Notimeo logo
Copyright © GIEROmaniak 2005-2024. Wszelkie prawa zastrzeżone. Strona załadowała się w 17.25 ms.

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania z naszej polityki prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

x